A A A

AKUPUNKTURA

Wieść o owej dziwnej metodzie leczenia chorób drogą na­kłucia skóry igiełkami wkroczyła nareszcie i w polskie gra­nice, ale jakże późno. We Francji, Anglii i Ameryce istnie­ją przy wielkich szpitalach specjalne kliniki, w których sto­suje się od dawna tę metodę. Wiele różnojęzycznych po­dręczników zdobi półki księgarskie, a w Polsce na ten te­mat kompletna pustka, zaledwie parę nieśmiałych artykuli­ków w popularnonaukowej prasie. Czym należy to tłuma­czyć? Polityczną izolacją od Zachodu? Chyba nie, gdyż me­toda ta nie od Zachodu idzie, tylko wręcz przeciwnie, od Wschodu, od dalekich Chin, tam zrodziła się bowiem z górą pięć tysięcy lat temu. Powtarzam z naciskiem: pięć tysięcy lat temu! My z naszą alopatią schowajmy się wstydli­wie. W Związku Radzieckim od kilku już lat ukazują się na ten temat książki i artykuły, a także prowadzone są ekspe­rymenty. Wszystkie te zabiegi jednak, tak tu, jak i tam, nie mają kręgosłupa, przyjmowane są bowiem powierzchownie, bez podbudowy filozofii wschodniej. Wyniki tysiącletnich eksperymentów lekarzy chińskich przeszczepiamy u siebie na ślepo, sprowadzając je mimo woli do poziomu pomocni-czo-felczerskich zabiegów. Spadamy z roli lekarza do funkcji cyrulika puszczającego krew. Europejskie podręczniki na­zywają akupunkturę „pobudzaniem korzonków nerwowych ukłuciem igiełki". Ale tak nie jest. Tylko pozornie czynność ta jest zbliżona do naszej tak zwanej refleksowej terapii, a zalecane punkty ukłuć nie zawsze odpowiadają anatomi­cznym ujściom odkrytych przez nas „korzonków". Odpo­wiadają czasem w swoich początkowych, górnych rejonach, natomiast w rejonie kończyn stwarzają niespodzianki. Każdy logicznie rozumujący europejski lekarz zadaje py­tanie : Dlaczego nakłucie kolana ma wpłynąć korzystnie na katar nosa, a nakłucie opuszek palców ma leczyć... epilep­sję? Wszystko to zakrawa na jakąś magię. Nie ma jednak rady. Pozostaje do wyboru: albo kłuć dalej na ślepo, bo tak każą Chińczycy, albo wierząc lub nie wierząc, z uśmiechem sarkazmu lub z powagą zgłębiać zasady orientalnej filozofii, a zasadą wszędzie obowiązuje jednakowa. Oto, według niej, prócz znanych nam biofizycznych energii istnieje jeszcze do­tąd żadnym woltometrem nie ujęta jakaś siła witalna, krą­żąca sobie właściwymi ścieżkami w żywym organizmie. Jak tę siłę witalną nazwiemy: praną czy magnetyzmem, fluidem, eterem czy odem — rzecz mało ważna i nieistotna. Przystępując do obiektywnego referowania owej staro-chińskiej filozofii,'z której oczywiście początek wzięła i aku­punktura, musimy zacząć od In i Jang — dwóch zasadni­czych biegunów życia, znanych zresztą i z innych filozofii świata (Ormuzd-Aryman). Jang — to pierwiastek dobra, szczęścia, światła — uosobienie raju i nieba. Przeciwstawia się on złu, czyli ciemności i materializmowi ziemi. Odwieczna walka tych wrogich sobie a przeciwstawnych elementów wy­maga zachowania równowagi i ta równowaga właśnie, ten wymagany bilans stanowi o zdrowiu. W każdym przejawie życia należy badać wzajemny sto­sunek tych elementów. Tysiącletnie doświadczenia mędrców chińskich wypracowały stały system oznakowania, gdyż pa­miętać należy, że Jang ma znak polaryczny plus, podczas gdy In stanowi minus, na przykład: światło jest pozytywne i aktywne, podczas gdy cień jest pasywny i negatywny; zewnętrzna strona ciała ma znak plus, podczas gdy wnętrze jest pasywne i negatywne. Ale to tylko ogólnikowe określe- nie, gdyż to nasze wnętrze rozpada się na tysiące przeciwsta- wnych sobie elementów. X Do grupy negatywnej In należą: wątroba, serce, śledziona, płuca, jelito grube, do grupy zaś pozytywnej Jang należą: żołądek, jelito cienkie, pęcherzyk żółciowy i pęcherz moczo­wy. Znajomość tego znakowania stanowi podstawę wiedzy le­karskiej, zwłaszcza chirurgii, gdyż polaryzacja ta podlega prawom fizycznym przyciągania i odpychania. Za przykład weźmy ciało mężczyzny: jego strona przednia jest negatywna (In), a. tylna (plecy) pozytywna (Jang). Odwrotnie jest u ko­biety. Oczywiście, bywają wyjątki. Na tym opiera się za­sada seksualnego przyciągania i odpychania. Przyjmując zasadę In-Jang, zrozumiemy łatwo, dlaczego serce kobiety przeszczepione mężczyźnie spowodowało w Afryce Połu­dniowej śmierć pacjenta. Chirurg chiński takiej operacji nigdy by nie przeprowadził. „Siła witalna" (odpowiednik hinduskiej prany) krąży za­wsze tymi samymi ścieżkami, które rzutują na zewnątrz, tworząc na powierzchni ciała, na skórze pasy (tak zwane południki), z których każdy sprzęgnięty jest z jednym ja­kimś głównym wewnętrznym narządem. Takich dróg wi­talnych mądrość chińska wykryła 14. Tak na przykład południk płucny biegnie od dołka pod-obojczykowego pod pachą wzdłuż wewnętrznej powierzchni ramienia aż do opuszki pierwszego palca dłoni (kciuka). Południk jelita grubego biegnie od nasady nosa boczną stroną szyi, a później zewnętrzną powierzchnią ramienia aż do czubka palca środkowego. Południk żołądka — od nosa poprzez skroń zbiega do do­łu na kąt żuchwy, stąd na szyję i przez piersi, brzuch, ze­wnętrzną stronę nogi aż do drugiego palca stopy. Południk śledziony — od brodawki piersiowej przez brzuch do wewnętrznej strony uda i na dół aż do palucha. Południk jelita grubego (od nosa przez prawą rękę do środkowego palca) Południk serca zaczyna się w dołku pachowym i biegnie wewnętrzną powierzchnią ramienia do opuszki piątego pal­ca. Południk jelita cienkiego — od ucha do łopatki, potem zewnętrzną powierzchnią ramienia do piątego palca. Południk pęcherza — od czoła do potylicy, w dół do cen­tralnej linii kręgosłupa, następnie w bok do rogu łopatki, znów w dół i stroną tylną nóg aż do pięty. Południk nerek — od obojczyka przez pierś, brzuch aż do podeszwy. Południk zastawek sercowych — od pachy lewej we­wnętrzną powierzchnią ramienia do małego palca. Południk pęcherzyka żółciowego — od twarzy poza ucho, wyrostkiem mostkowym do potylicy, stąd do przodu na mo­stek i w dół brzuchem do wewnętrznej strony uda, i do czwar­tego palca stopy. Południk wątroby — od pachy przez pierś po wewnę­trznej powierzchni uda aż do palucha. Południk naczyń narządów rodnych — od perineum po­przez środek brzucha do warg sromowych. Południk naczyń krwionośnych — od górnego podniebie­nia do tyłu i linią kręgosłupa do kości ogonowej. Południk „trójakcji" (jest to synteza systemów: oddecho­wego, trawiennego i rozrodczego) — od zewnętrznego łuku brwiowego w dół na tył ucha, zewnętrzną stroną szyi, górą ramienia na tylną powierzchnię ręki aż do opuszki trzecie­go palca. Wzdłuż tych południkowych dróg (mirydianów) leżą wła­śnie punkty nakłuć. Istnieje ich 693, z tego 150 zasadniczych. Co prawda, nasza medycyna na podstawie anatomicznych obliczeń końcówek nerwowych doszła do przekonania, że Południk serca (od lewej pachy do palca) ciało ludzkie posiada 200 000 receptorów ciepła, 300 000 — zimna i 500 000 punktów czułych na ból. W użyciu są igły srebrne, złote oraz z nierdzewnej stali. Dawniej przywiązywano wielką wagę do wyboru metalu, dziś nawet się nie różnicuje, chyba tylko w wypadkach zo­stawiania igieł w ciele pacjenta na czas dłuższy (do 48 go­dzin!); wówczas zwykle stosuje, się igły złote. Znacznie ważniejszą sprawą jest sposób i czas nakłucia. Zasadniczo należy rozróżniać dwa krańcowo odmienne, a nawet prze­ciwstawne sobie kierunki postępowania leczniczego, zale­żne od hipofunkcji lub hiperfunkcji danego narządu. W pier­wszym przypadku musimy pobudzać tkankę do akcji, w dru­gim zaś — uspokajać, hamować. Do hipofunkcji należy brać igły krótkie i wkłuwać je po­wierzchownie i powoli. Przed kłuciem i po kłuciu trzeba miejsce wybrane mocno natrzeć. Do powierzchownego na- Południk żołądka (od nosa do drugiego palca stopy) Południk zastawek sercowych (od lewej pachy do małego palca) kłuwania najczęściej używamy nie jednej, tylko kilku igie­łek jednocześnie, czasem cały ich pęczek (8—10). Wkłuwając obraca się igłą i wiruje dla łatwiejszego podrażnienia. Ko­rzystnie jest czasem zostawiać igły na dłużej. Do tego celu istnieją specjalne igły w kształcie litery „T". Igłę taką wbija się po poprzeczkę i następnie przymocowuje się ją do skóry plastrem. Do hiperfunkcji jakiegoś narządu należy brać igłę długą i wbijać ją ruchem nagłym, unikając bólu i wszelkich po­drażnień. Oczywiście, nie może się tu obejść bez specyfi­cznych odczuć, a nawet im większe istnieją odczucia, tym lepsza prognoza lecznictwa. Zwykle pacjenci odczuwają na początku głębokiego ukłucia pewnego rodzaju ociężałość przebijanej tkanki, rozpieranie jej, pieczenie, a czasami... chłód albo wrażenie przenikania prądu elektrycznego. Le­czenie na ogół składa się z 10—15 codziennych złożonych zabiegów, ale traktuje się je bardzo indywidualnie. Pomię­dzy jednym a drugim kursem leczenia winno się robić naj­mniej tygodniowe przerwy. Sposób leczenia zależy przede wszystkim od jakości leczonej choroby, która się odbija, ma­nifestuje na całej przestrzeni swego południka, co przy pew­nym doświadczeniu daje się poznać. Lekarz widzi, czy dany narząd pod wpływem nakłuć pracuje nadmiernie (Hsieh), czy też chorobliwie leniwie (Pu). Dla informacji czytelni­ków podam tu fragment tablicy takich symptomatycznych zróżnicowań w każdym z poprzednio już omówionych po­łudników. Południk płuc — przy hipofunkcji daje dreszcze, utratę węchu, wydzielinę z nosa, lekki kaszel... Przy hiperfunkcji zaś — ciężar na piersi, duszność, ciężki kaszel z flegmą. Południk jelita grubego — przy hipofunkcji — zatwar­dzenie, suchość warg... Przy hiperfunkcji — sztywność i bóle w ramionach, zawroty głowy... Południk żołądka (Hipo) — zanik apetytu, trudność w chodzeniu z powodu osłabienia mięśni nóg. Brak smaku (Hiper) — nadmierny apetyt. Kurcze lub bóle zewnętrznej powierzchni nóg, dreszcze. Południk śledziony (Hipo) — żądza słodyczy, ocięża­łość w nogach, osłabienie pamięci, senność w ciągu dnia; (Hiper) — zmienny apetyt, ociężałość całego ciała, pragnie­nie odpoczynku. Południk jelita cienkiego (Hipo) — ból głowy połowiczny, a także dookoła uszu, buczenie w uchu; (Hiper) — ból w skroniach lub szyi i ramionach. Południk nerek (Hipo) — zanik woli, brak pociągu se­ksualnego, nieśmiałość i zażenowanie, lęk i niecierpliwość, ziąb w dolnych kończynach. Ucisk na potylicę; (Hiper) — zaciemnienie moczu, nadmiar energii, niemożność ukończe­nia pracy. Południk pęcherzyka żółciowego (Hipo) — spadek energii, zawroty głowy, chwiejny krok, zanik wzroku; (Hiper) — ciężar w głowie i żołądku, kurcze i bóle w boku. Południk wątroby (Hipo) — zawroty głowy, niepewny hód, uczucie piasku w oczach, wybuchowość; (Hiper) — nadmierna pobudliwość, humor zgorzkniały, pracowitość nieustanna. Południk naczyń sercowych (Hipo) — bezsenność, cię­ żar w głowie, wiele snów, krótki oddech, niechęć do ruchu, szczególnie do wstępowania, skłonność do biegunek; (Hi­per) — bóle głowy, żołądka, lekki sen ze snami, biegunki. Prócz powyższych symptomów ogólnych charakterysty­cznych dla poszczególnych południków istnieją jeszcze tak zwane bliskie punkty refleksyjne, rzutujące bezpośrednio na sąsiadujący narząd. Ból uciskowy w danym punkcie ozna­cza stany patologiczne sprzęgniętego z nim narządu. Tak na przykład serce rzutuje na koniec mostka. Jeżeli przy słabym nacisku ostrym przedmiotem lub koniuszkiem palca wystąpi tam ból, to oznacza stan zapalny osierdzia, natomiast gdy ból ten wystąpi dopiero przy ucisku głębszym, silniejszym, to będzie oznaczało chorobę mięśnia sercowego. Jelito cienkie rzutuje na punkt pomiędzy pępkiem a wzgór­kiem łonowym w linii centralnej. Śledziona rzutuje obustronnie przy końcach jedenastych żeber. Nerki — przy końcach dwunastych żeber, a pęcherz tuż nad spojeniem łonowym. Niezależnie od umiejscowienia każdą hipo- czy też hiper-funkcję można zróżnicować czasami nawet dotykiem: pod­czas gdy pierwsza oziębia skórę, druga rozgrzewa. Wprawna dłoń chińskiego lekarza potrafi to wyczuć. Czasami zamiast igłopunkcji można stosować ucisk ostrym szpikulcem patyka, a nawet końcem palca. Ta me­toda niezależnie od Chin znana była i u nas. Niektórzy tak zwani znachorzy leczyli zapalenie nerwu kulszowego (ischias) silnym uciskiem ostrego patyka właśnie w punkcie ujścia tego nerwu ze stosu pacierzowego na grzbiecie. Wielką na przykład ulgę możemy też uzyskać w katarze no­sa uciskiem tuż pod skrzydełkiem przy krawędzi kostnej. 4 — Cuda 49 Na ból zęba uciskamy punkt znajdujący się dwa centy­ metry pod odpowiednim uchem. Na ból gardła, z trudno wydzielającą się gęstą plwociną, dobrze podobno robi ucisk... grzbietu dłoni ponad palcami pierwszym i drugim. Takich zaleceń chiński lekarz zna multum. Aby książka nie nabrała charakteru podręcznika lekarskiego, nie będzie­ my ich tutaj przytaczać. Nie bardzo też dla nas, Europejczy­ ków, zrozumiałe jest zalecenie, aby w każdym z tych pun­ któw uciskać innym palcem. To zakrawa już na czaro­ dziejstwo, chociaż mogło być dyktowane dogodnością chwy­ tu. Wróćmy do nakłuć. Udowodniono, że jeden punkt od­działuje nieraz na kilka narządów albo też odwrotnie, na przykład: jednoczesnym nakłuciem między łopatkami (Sin- -juj), na brzuchu (Tsiu-w), na kolanie (Che-gu) i w pasie (Szeń-juj) zmniejszymy nadkwasotę żołądka. Nakłuciem dwóch punktów poniżej pępka (Guań-jań i Czżun-tsi) oraz dwóch punktów nogi (Tsu-sań-li i Czeń-szań) sprawi­ my pacjentowi ulgę w niedomodze sercowej, zwiększając diurezę, zmniejszając przy tym białko w moczu i znosząc obrzęki. Nakłuciem zaś pięciu punktów w okolicy czaszki, piersi i pępka możemy zasymilować zawał serca (co można stwierdzić na podstawie EKG w ciągu dziesięciu minut). W ogóle nakłucia kończyn górnych hamują wydzielanie żółci, nakłucia zaś dolnych kończyn pobudzają. Z punktu widzenia naszej wiedzy lekarskiej wszystko, co powiedziano przed chwilą, nie znajduje logicznego ani anatomicznego, ani fizjologicznego uzasadnienia. Dla euro­pejskiego lekarza musi wydać się to robotą znachorską lub zwykłą sugestywną imaginacją. Rzeczywiście, te wszystkie zabiegi najskuteczniej działają przy zaburzeniach funkcjo­nalnych, jak: psychoza, neurastenia, wszelkie newralgie, astmy, gastroenterity, artretyzmy. reumatyzmy, pokrwoto-czne anemie i... epilepsje. Bo. doprawdy, jakże się tu nie uśmiechać krytycznie wobec leczenia, dajmy na to, bólu głowy nakłuciem... nadgarstka albo stopy? Do „cudów" medycyny chińskiej należy chyba i diagno­za podstawowa oparta na palpitacji pulsu. Chińscy lekarze bowiem rozróżniają 27 pulsów. W europejskich akupun-kturowych eksperymentach najsłynniejszy jest chyba dr medycyny Feliks Mann. Twierdzi on, że nie potrzebuje wi­dzieć pacjenta; wystarczy, że poda mu dłoń poprzez szparę w kurtynie, a na podstawie pulsu określi nie tylko obecną dolegliwość, ale także choroby już przebyte i te, które je­szcze przejdzie. Czary... czary... czary... O chorobie chronicznej ma świadczyć puls „ciekący fa­listo". Ten stan jest trudny do leczenia. Bywają też pulsy ogólnie przekrwione, w odróżnieniu od przekrwionych po­wierzchownie lub głęboko. Badanie pulsu zależy od siły uci­sku palców. Jeżeli osobnik jest zdrów na ogół, a niedomaga w nim jedynie jakiś jeden organ, zmiana tętna będzie ściśle zlokalizowana w jednym punkcie. Czasami puls jest podo­bny do napiętej ostro struny, co wskazuje na stan spasty-czny. Odwrotnie, gdy palec wpada w luz, świadczy to o bra­ku wigoru życiowego (turgoru). Puls guzowaty, twardy, wskazuje na kamicę. Wprawny lekarz potrafi ponoć okre­ślić wielkość kamieni. Mniej doświadczony akupunkturzysta poprzestaje na sze­ściu zasadniczych pulsach — trzy na każdym nadgarstku. Każdy z tych punktów inne ma znaczenie przy nacisku sła­bym, inne znowu przy głębokim. W ten sposób otrzymamy 12 pulsów zasadniczych: lewy nadgarstek obejmuje puls prawy nadgarstek obejmuje puls powierzchniowy głęboki powierzchniowy głęboki jelito cienkie pęcherzyk żółc. pęcherz serce wątroba nerki płuca śledziona krążenie, seks jelito grube żołądek aparat termiczny Badaniu pulsu towarzyszy specjalny ceremoniał, a miano­wicie : pacjent musi przedtem wypocząć w pozycji leżącej na wznak w kompletnym bezruchu, przynajmniej 15 minut. Następnie lekarz siada obok po jego lewej stronie, zwróco­ny kolanami w kierunku stóp. Lewą dłonią ujmuje rękę pacjenta, unosząc ją zgiętą w łokciu. Opuszki drugiego, trzeciego i czwartego palca dłoni prawej wyczuwają pulsy. Po zakończeniu badania lekarz odwraca się w stronę prze­ciwną, tak aby jego kolana skierowały się w kierunku gło­wy pacjenta i powtarza badanie dłonią lewą. Po dokona­niu tych czynności lekarz przechodzi na drugą stronę pa­cjenta i znowu bada pulsy kolejno obu dłońmi. Najpierw ucisk palców winien być lekki, powierzchowny, następnie coraz silniejszy, głęboki. Tą metodą notujemy 6 pulsów na ręce lewej i tyleż pulsów na ręce prawej. Przy powierzchownym ucisku nadgarstka, nawet bez wprawy, łatwo zauważyć zmienność pulsu. Gdy zwiększamy stopniowo ucisk, różnice te wystąpią wyraźniej. Tak na przy­kład pacjent z owrzodzeniem dwunastnicy wykaże zmiany w pulsie dłoni prawej przy głębokim ucisku. Trudność takich badań polega na tym, że spostrzeżenia nie są dla wszystkich jednolite. Wprost przeciwnie, bywają znaczne indywidualne odchylenia w obie strony. Jeżeli puls dłoni prawej jest silniejszy niż lewej, to znaczy, że Jang ( + ) dominuje i odwrotnie. Historia akupunktury zaczęła się podobno od nakłuwa­nia ostrymi kamykami, zwanymi Ban-szi, i przypiekania roz­paloną hubą kory brzozowej lub czosnkiem. Te przypieka­nia (Moksy) działały tak świetnie, że leczono nimi nawet gruźlicę. Metoda ta stała się niegdyś modna także w Eu­ropie, przetrwała też w różnych formach do XX wieku. Jeszcze do niedawna stosowano u nas, za poradą profesora Paquelina, przypalanie kikutów pooperacyjnych kautery-zatorem. W Chinach też, obok nakłuwania zwykłego, sto­suje się do dziś przyżeganie; wymaga ono szczegółowego wy­szkolenia i zręczności. Sztuka polega na tym, aby wytwo- rzone pęcherzyki naskórka wypełnione surowicą nie pęka­ły, umożliwiając wchłanianie surowicy przez organizm. Jest to więc jak gdyby znana w naszej medycynie metoda auto-seroterapii. Daje ona czasem dobre rezultaty w rozmai­tych schorzeniach, takich jak: gościec stawowy, różne ne-wralgie oraz nadciśnienie. Akupunktura stanowi podstawę dzisiejszej medycyny chińskiej. Pierwszy podręcznik o niej zjawił się już 200 lat przed naszą erą. Podręcznik nie byle jaki, bo 18 tomów liczący, o znaczącym tytule Chuangti Nejtsing, co znaczy: „O Przyrodzie i o Życiu". W podręczniku tym figuruje specjalny rozdział pod tytułem „Leczenie", w nim szcze­gółowo się omawia doświadczenia lekarzy chińskich na przestrzeni 2000 lat. Mimo woli nasuwa się pytanie: dla­czego nic o tym nie wiedzieliśmy? Wszakże w tymże po­dręczniku autorzy już wtedy nauczali najdrobniejszych szczegółów anatomii i fizjologii, stawiali fenomenalnie tra­fne diagnozy. W roku 1026, czyli na początku XI wieku, kiedy medycyna nasza wykluwała się dopiero z najprymi­tywniejszych powijaków, ukazało się inne sześciotomowe dzieło traktujące o akupunkturze, z dokładną topografią punktów nakłucia odpowiadających anatomicznej budowie ciała. Dla lepszego zaś, wizualnego poznania przedmiotu odlano z brązu dwa naturalnej wielkości manekiny ludzkie, na nich naniesiono linie i kropki odpowiadające wymogom akupunktury. Podręczniki starochińskie zgodnie podkreślają dominują­ce znaczenie systemu nerwowego w życiu żywego ustroju, a więc prawdę, do której doszliśmy dopiero w ostatnich la­tach wieku XX. Co stało na przeszkodzie poznaniu tych wszystkich mądrości chińskich? Chyba tylko odległośćgeo-graficzna i trudności językowe. Dziś każdy europejski le­karz może po swoim dyplomie udać się do Chin na specja­listyczny kurs akupunktury. Trwa on zaledwie 2'lata, ale wymaga nadludzkiej wprost pracy i wielkich uzdolnień nie tylko zawodowych, ale i językowych. Pamiętajmy i weź- my to pod uwagę, że przeciętny inteligent chiński zna 3000 znaków literowych, a już intelektualista winien ich znać... 30 000! Zresztą odegrał tu rolę hamującą inny także czynnik. Oto na początku XIX wieku Chiny podlegały wpływom Europy. Bardzo wielu chińskich lekarzy ukończyło studia za grani­cami swego kraju i po powrocie szerzyli akcję zwalczania własnej ludowej medycyny. Tak jak u nas zaliczono ją do znachorstwa i szalbierstw. W roku 1929 rząd chiński wydał oficjalny zakaz stosowania nakłuć. Dopiero Chiny Ludowe, po rewolucji socjalnej, wprowadziły na nowo studia nad tą dziedziną. W roku 1955 powstały aż cztery Instytuty Nau­kowych Badań Ludowej Medycyny Chińskiej w Pekinie, Szanghaju, Nankinie i Kantonie. Może źle się wyraziłem, że do Europy akupunktura dotarła zbyt późno. Jej pier­wsze ślady bowiem spotykamy już w 1683 roku w Londynie, a i później zjawiały się jeszcze kilkakrotnie różne na ten te­mat wzmianki, ale nie brano tego poważnie. Praca, z którą należałoby się liczyć, wydana została w Paryżu w 1863 roku. Po I wojnie światowej, kiedy we własnej, chińskiej ojczyźnie akupunktura była zakazana, w Anglii, Niemczech i Francji zaczęto stosować nakłucia, ale bardzo jeszcze sporadycznie i nieśmiało. Dopiero po II wojnie światowej zainteresowanie się tą dziedziną nabrało form naukowych i weszło w modę. Ukazały się dwa poważne dzieła: w roku 1947 Rogera de la Fuya Traite dAcupuncture Chinoise sans Mystere i siedem lat później A. Chamfraulta Traite de Medecine Chinoise. Jednocześnie opublikowano parę podręczników w Niemczech i Ameryce, a w Związku Radzieckim przetłu­maczono z oryginału chińskiego Chsin Chen Chin Hsiich — podręcznik najnowocześniejszej akupunktury; prócz tego ukazało się po rosyjsku z górą 200 różnych prasowych ar­tykułów. Najpoważniejszym jednak wydarzeniem było otwarcie przy Radzieckiej Akademii Nauk w Moskwie spe­cjalnego oddziału studiów nad akupunkturą; to chyba naj- bardziej wpłynęło na ożywienie tej metody lecznictwa na całym Zachodzie. Niestety, poza Chinami akupunkturę stosuje się raczej automatycznie, naśladowniczo, bez należytego zrozumienia podstaw filozofii, więc i podejścia do zagadnień człowieka Wschodu. Tymczasem działanie na organizm bodźcami ukłuć świadczyło wymownie o roli, jaką medycyna chińska przywiązuje do systemu nerwowego, a poprzez nerwy do psychiki. Właściwie wszystko się tu tłumaczy stanami psy­chicznymi. Dosłownie każda choroba wywodzi się z emocji. Nawet choroby bakteryjno-wirusowe mogą się ujawnić dopiero w organizmie uprzednio osłabionym patologicznym stanem nerwów. Organizm całkowicie zrównoważony (In i Jang w balansie) jest uodporniony na zarazki. Rozpatrzmy teraz z grubsza wpływ poszczególnych sta­nów emocjonalnych na nasze narządy wewnętrzne. Gniew powoduje zapalenie wątroby i pęcherzyka żółcio­wego. Wybuch nadmiernej radości może spowodować atak serca. Wielki niepokój i depresja mogą być przyczyną wrzodu płuc. Zmartwienie powoduje zaburzenie śledziony, a lęk — ne­rek. Gdy studiujemy te chińskie wywody, mimo woli przycho­dzi na myśl tak popularny wśród naszego ludu obraz roz­maitych cierpień fizycznych spowodowanych tak zwanym przelęknieniem. Nawet znaki rodzime na twarzy pochodzą ponoć od strachu na widok pożaru. Te „przesądy" łatwiej teraz trafiają nam do przekonania. Narządy wewnętrzne związane są mniej lub więcej z na­szymi zmysłami. Na przykład: powonienie (nos) ma najwię­kszy wpływ na płuca i jelito grube, dotyk (wargi) — na śle­dzionę i żołądek, słuch (uszy) — na wątrobę i pęcherz, - wzrok (oczy) — na wątrobę i pęcherzyk żółciowy, smak (ję­zyk) — na serce i jelito cienkie. W naszej medycynie europejskiej także zauważono już dawniej pewien niezupełnie logiczny związek niektórych organów wewnętrznych z którymś określonym punktem na powierzchni skóry. Najlepszym tego przykładem jest kojący wpływ gorącego termoforu na bóle żołądka. Wiemy, że ciepło działa prawie natychmiast, a wszakże temperatu­ra zdolna jest przeniknąć w głąb ciała najwyżej jeden cen­tymetr, nigdy aż do żołądka! Ciepło termoforu w danym wypadku oddziałuje na pewne nerwy i drogą pośrednią, za ich przewodnictwem, działa na żołądek. Przy tym musimy sobie uprzytomnić, że ani żołądek, ani jelito cienkie nie posiadają unerwienia czuciowego, przeto ból, który rzeko­mo tam odczuwamy, nie jest bólem bezpośrednim, a tyl­ko refleksem. Znajomość dokładna tych punktów reflekso­wych, to wyższa akademia wiedzy lekarskiej. Wprawny akupunkturzysta zdolny jest drogą palpitacji stawiać diagno­zę. Pod wpływem chińskich doświadczeń niemiecki lekarz dr Voll w Plochingen (RFN) zastąpił ostatnio igły specjalnie skonstruowanym aparatem elektrycznym, którego elektro­dę trzyma pacjent, a katodę łączy się z końcowym pręci­kiem. Tym pręcikiem dr Voll dotyka kolejno opuszki pal­ców oraz inne różne punkty ciała, obserwując strzałkę po-tencjometra. Według oświadczeń dr.Volla, tenże sam apa­rat służy do terapii, tylko się przestawia odpowiednio prze­łącznik. Ta metoda diagnostyczno-lecznicza wydaje się na pozór magią, ale wyniki przeczą niedowiarstwu. Jako przy­kład może nam służyć przypadek z młodą pacjentką, u któ­rej bóle w dole brzucha nie zostały rozpoznane w wielu szpitalach, podczas gdy pałeczka dr. Volla od razu i auto­rytatywnie orzekła: „wyrostek robaczkowy — natychmia­stowa operacja". W cztery tygodnie później spóźniona operacja ledwie zdążyła uratować chorej życie. W innym przypadku mężczyzna lat czterdziestu skarżył się na bóle pod mostkiem. Aparat dr. Volla wołał o operację wrzodu żołądka. Chirurg nie zgadzał się. W końcu jednak pacjenta wzięto na stół, ale już za późno. Perforacja spo­wodowała śmierć. Niemiecki Instytut Badań Medycznych zaakceptował ofi­cjalnie aparat diagnostyczny dr. R. Cronna i C. Overhofa z Bad Homburga, skonstruowany podobną metodą, co apa­rat dr. Volla. Tu także pałeczka dotyka różnych punktów ciała, ale do trafnego i pewnego orzeczenia potrzebne jest dotknięcie aż 200 takich refleksyjnych punktów. Jeżeli strzałka manometru reaguje zbyt ostro, można za pomocą specjalnych regulatorów doprowadzić ją do normy, przez co automatycznie leczy się chorobę. Oczywiście, nie wszystkie choroby w jednakowym sto­pniu reagują na taką bodźcową terapię. Najwrażliwsze są choroby nerwowe, jak: depresja, bóle głowy, chroniczne zmiany ciśnienia krwi, serce, naczyniowe kamice, bezsen­ność i tym podobne. Jeżeli może być dziś jeszcze mowa o terra incognita w ana­tomii lub fizjologii człowieka, to jest nią właśnie cały układ wegetatywny, czyli po prostu: „unerwienie życia". Jest to sieć pajęcza nerwów wegetatywnych, niezależnych od naszej woli. Jej centrum leży w mózgu, ale istnieje wiele splotów, czyli stacji rozdzielczo-nadawczych, z których splot sło­neczny (Plexus solaris), leżący przed kręgosłupem za doł­kiem żołądkowym, odgrywa według medycyny orientalnej czołową rolę, której jeszcze nasza medycyna należycie nie doceniła. Drogi rozchodzenia się sygnałów wegetatywnego układu nie są też definitywnie określone i wciąż sprawiają niespodzianki. Na przykład taki wypadek: pewien dr chemii A.F. zgłosił się do kliniki ze skargami na szalone bóle w ramieniu powodowane ruchem ręki lub palców. Ten stan doprowadził do porzucenia przez niego pracy. Chory nie był w stanie uchwycić nawet ołówka. Kliniczne i labora­toryjne badania nie dały żadnego rezultatu, dopiero jeden z lekarzy zwrócił uwagę na świeżą bliznę na policzku pa­cjenta. Czas powstania tej blizny ściśle odpowiadał powsta- niu skurczów ramienia. Kiedy eksperymentalnie zastrzy-knięto w bliznę nowokainę, skurcze natychmiast ustały. Innym razem zastrzyk nowokainy w bliznę na skroni wpły­nął na usunięcie stanu zapalnego w stopie. W leningradzkim Instytucie Medycyny Eksperymentalnej profesor D. Speranskij wkładał w rozmaite części mózgu psów kryształki szkła. Zależnie od umiejscowienia tych sztucznych zadrażnień psy zapadały na bardzo różne cho­roby, takie jak: owrzodzenie żołądka, zapalenie płuc, a na­wet... szkorbut. Profesor Speranskij doszedł do wniosku, że każdą chorobę można byłoby uleczyć, poznając tylko punkt jej refleksji w mózgu. Tymczasem na podstawie eksperymentów opracował metodę leczenia pourazowych wstrząsów mózgu, polegającą na wstrzykiwaniu nowokainy w potylicę. Wszelka zmiana w normalnej odbiorczości zmysłów od­bija się na funkcji związanego z nimi organu i odwrotnie. Na przykład zaburzenia wątroby i żółci mogą być powodem mglistości widzenia (glony). Prócz diagnozy wypływającej z precyzyjnego wyczuwania rozlicznych pulsów lekarz chiński bacznie obserwuje zmia­ny w zabarwieniu skóry. Najbardziej charakterystycznym miejscem do takiej obserwacji jest twarz, szczególnie czoło i miejsca pod oczami, a także doły pachowe. Z obserwacji wyciągnąć można następujące wnioski: Zaróżowienie tych miejsc świadczy o zaburzeniach w fun­kcjonowaniu serca lub jelita cienkiego. Odcień żółty sygna­lizuje zaburzenia w śledzionie lub żołądku. Zaciemnienie świadczy o zaburzeniu w nerkach lub pęcherzu. Odcień błękitny świadczy o zaburzeniu w wątrobie i pęcherzyku żółciowym. Akupunktura przejmuje też na siebie przede wszystkim rolę anestezji. W tej dziedzinie nie ma dziś idealniejsze-go środka. W Chinach 90% najpoważniejszych operacji obywa się bez innej narkozy. Korzysta się tam jedynie z umie­jętnych, fachowych nakłuć. Takie operacje dają pełnię gwa- rancji bezpieczeństwa, bez żadnych komplikacji, a okres rekonwalescencji skraca się do minimum. Przytoczę tu opowiadanie naocznego świadka, lekarza chirurga, dr. medycyny Jerzego Sułkowskiego, który wizy­tował szpitale chińskie w Szanghaju. Zademonstrowano mu tam między innymi pięćdziesięciopięcioletniego rolnika z owrzodzeniem żołądka. Zamiast anestezji wświdrowa-no mu pod skórę małżowiny usznej cztery cieniutkie srebrne igiełki, uwieńczone u górnej nasady jeszcze subtelniejszym drucikiem miedzianym. Następnie, ce­lem podtrzymania stymulacji, podłączono do tych drucików akumulator elektryczny o napięciu 60 wolt. Wkłu-wał te igiełki anestezjolog, prowadząc jednocześnie rozmo­wę z pacjentem. Pytał go o samopoczucie, ponieważ lepiej jest, gdy ukłucia stają się piekące, wówczas spełniają swe zadanie. Jeszcze celem wzmocnienia działania wkłuwa się igiełkę pomocniczą w... brodę. Resekcja żołądka trwała dwie i pół godziny. Podczas ca­łej operacji pacjent odpowiadał przytomnie, wykonując ćwiczenia oddechowe. Po założeniu ostatniego szwu samo­dzielnie opuścił nogi z operacyjnego stołu i najspokojniej odmaszerował na salę. Zaskoczony tym widokiem dr Suł­kowski spytał, jak długo pacjent musi jeszcze leżeć w szpi­talu. Odpowiedź była krótka: osiem dni. Rzecz niebywała. Pełen podziwu dla akupunktury dr Sułkowski przecho­dzi! kolejno z sali do sali. W pokoju lekarskim chirurdzy i anestezjolodzy odpowiadali na jego nie kończące się pyta­nia. Obok, na tejże ławce, przysłuchiwał się rozmowie ope­rowany przed chwilą pacjent. Trudno było uwierzyć, że ma on dopiero co zaszytą przepuklinę. Popijał teraz sobie w naj­lepsze zieloną chińską herbatę. W drodze na oddział stomatologii wstąpił dr S. na chwi­lę do kliniki chorób nowotworowych, gdzie dr Wan infor­mował go o sukcesach akupunktury w tej nawet dziedzinie. Mówił, że w ostatnich miesiącach udało się uratować pa­cjentowi oko zaatakowane przez melanomę, czyli czerniaka złośliwego. W rezultacie nie tylko nie trzeba było usuwać oka, ale dzięki zastosowaniu skojarzonego leczenia nakłu­ciami oraz specjalnym jakimś preparatem roślinnym za­trzymano proces chorobowy i stan pacjenta zaczął się gwał­townie polepszać. Najciekawsze obserwacje porobił dr Suł­kowski na oddziale stomatologicznym. Tutaj, począwszy od ekstrakcji zębów aż do najbardziej skomplikowanych za­biegów operacyjnych, nie stosują innego znieczulenia jak tylko akupunkturę. Widok niesamowity: pacjenci siedzą spokojnie z ramionami na poręczach fotela, podczas gdy le­karze wkłuwają swoje czarodziejskie igiełki, i to bynaj­mniej nie w okolicę chorego zęba, tylko w grzbietową stro­nę dłoni pomiędzy nasadą kciuka i drugiego palca. Po 10 minutach lekarz przystępuje do rwania zęba, które pacjent znosi bez mrugnięcia powiek. W przestronnym ga­binecie stoją stoliki, przy których siedzą półkolem pacjenci cierpiący na newralgię nerwu twarzowego. W różnych miej­scach twarzy i karku mają założone igły, od których pro­wadzą elektrody do akumulatora z prądem 60 wolt. Oczy­wiście, igły wkłuwa się w ściśle wyznaczonych miejscach pod określonym kątem nachylenia. Już po kilku takich za­biegach efekt jest niezawodny, wszelki ból mija. Oczywiście zaszły pewne zmiany w stosunku lekarzy, nawet chińskich, do wykonywanych zabiegów. O ile przedtem dla dezyn­fekcji igieł zanurzano je tylko w jakowychś ekstraktach, dzisiaj sterylizuje się je normalnie przez gotowanie. To sa­mo dotyczy innych, dawniej obowiązujących zasad. W staro­żytnych Chinach przywiązywano wielką wagę do warunków, w jakich nakłuwanie się odbywa, a więc na przykład: czy igła wchodzi w czasie wdechu, czy wydechu, w jakim dniu tygodnia, o której godzinie. Zastanawiano się nad pozycją księżyca, nad specjalną dietą, jak również nad kątem pochy­lenia igły w stosunku do każdego indywidualnego punktu południka. Sławna nowoczesna lekarka chińska Chu Lien kwestionuje większość tych przepisów jako przesądy twier­dząc, że pacjent nie jest pacjentowi równy i należy trakto- wać zabiegi bardziej indywidualnie. Jako przykład podaje, że w przypadkach „tiku" twarzy (nerwoskurcze) igła wbita wg standardowego przepisu często nie pomaga, natomiast skrzywienie jej w odwrotnym kierunku usuwa chorobę natychmiast. W latach 1951—1954 przeprowadzono w Chinach badania statystyczne. Podliczono w szpitalach chorych leczonych akupunkturą i stwierdzono, że na 10 036 przypadków 8063 zostały uleczone lub podleczone, czyli re­zultaty pozytywne uzyskano w 92,47%. Dane te opubli­kowała w swojej książce wymieniona lekarka Chu Lien. Ostatnio coraz częściej pojawiają się w prasie międzynaro­dowej wyniki leczenia akupunkturą. W niektóre z nich trudno uwierzyć, np. z 51 przypadków malarii uleczonych zostało 90%. W klinice dziecięcej Pekinu uzdrowiono cał­kowicie 98 przypadków paraliżu dziecięcego (wczesnego), a chiński miesięcznik lekarski z lutego 1957 r. wykazuje 92,3% uleczonych akupunkturą wyrostków robaczkowych przy 1200 zachorowaniach. Należy zwrócić uwagę na fakt, że zasady akupunktury sto­sowane są z grubsza nawet w chińskim masażu. Jak tam, tak i tutaj, uwaga masażysty koncentruje się na ściśle określo­nych punktach, które pośrednio lub bezpośrednio rzutują na jakiś określony narząd. Chiński masażysta przeto musi do­skonale znać anatomię właśnie z tego punktu widzenia. Tu także rozróżnia się dwa kierunki: In i Jang. Tak więc istnie­je metoda masażu Anmo, czyli uciskowa, która pobudza i wzmacnia mięśnie, a obok istnieje metoda Tui-na (chwy­towa), mająca za zadanie uspokajać i koić. Jak w tradycyjnej akupunkturze, tak i w masażu pierwo­tnie przypisywano wielkie znaczenie rozmaitym warunkom otoczenia, a nawet przesądom: dziś chiński masażysta zo­bojętniał na to, czy masuje przy nowiu, czy przy pełni księ­życa, a nawet obojętne mu, gdzie jego pacjent leży, bo da­wniej musiał koniecznie leżeć na worku z ryżem. Mniejszą też uwagę zwraca się dzisiaj na gatunek kremu do rąk. Nie robi się już z tym religijnych ani obyczajowych ceregieli, chociaż większość masażystów woli własnoręcznie urobioną pastę z miału ryżowego, pomieszaną z kurzym białkiem. Za dawnych „dobrych" czasów unikano czasami masowania kończyn gołymi dłońmi. Używano do tego specjalnych por­celanowych łopatek, ogrzewanych przed zabiegiem do pewnej określonej temperatury. Delikatniejsze kobiety, a zwłaszcza dzieci masowano skrzydełkiem ptasim, uma­czanym w ciepłej wodzie lub wonnym olejku. Chińczycy rozróżniają 8 zasadniczych form masażu: gniotący, chwy­towy, uciskowy, nacierający, wałkujący, szczypiący, po­cierający między dwiema dłońmi i klepiący. Właściwie cały kunszt chińskiego masażysty uwidacznia się w masażu dziecka. Tu dopiero manifestuje się w całej pełni delikatność manipulacyjna. Oczywiście, nie sposób tutaj opisać szczegółowo wszystkich zabiegów, połączonych jak w akupunkturze z nazewnictwem poszczególnych pun­któw. Po to, aby to wszystko zgłębić i zrozumieć, potrze­bne są dokładne rysunki i wyjaśnienia. Tutaj pragnę tylko przedstawić w ogólnym zarysie, jak ta cała procedura wy­gląda. Otóż inaczej się podchodzi do masażu głowy, inaczej do tułowia, a inaczej do kończyn. Masażów dokonuje się całą dłonią, opuszkami palców oraz pięścią (tak zwane wał­kowanie). A więc na przykład: celem zmniejszenia gorączki stajemy twarzą do pacjenta, ujmujemy z obu stron jego gło­wę, tak aby nasze kciuki leżały tuż nad brwiowym łukiem, po czym uciskając posuwamy je w kierunku skroni. Cofamy dłonie, zwalniając ucisk. Ten ruch powtarza się. Możemy rozpoczynać od wierzchołka nosa, wówczas taki masaż po­maga przy zawrotach głowy. Gdy położymy opuszki kciu­ków na skroniach i masujemy obrotowo w kierunku zega­rowej wskazówki, zwiększymy poty, a także uspokoimy nerwy. Takiż rotacyjny masaż okolicy pępka wstrzyma bie­gunkę, a masaż wykonany nieco niżej, pomiędzy pępkiem a wzgórkiem łonowym, ułatwi oddawanie moczu. Ucisk opuszką palców z prawa na lewo w punktach In i Jang (+) przyniesie ulgę w bronchitowych dreszczach. I tak da­lej... I tak dalej... Nie tylko w Chinach należy szukać wpływów akupunktu­ry; oto w Stanach Zjednoczonych już w roku 1913 dr med. William H. Fitzgerald doszedł do przekonania, że drogą lo­kalnego ucisku kciuka przy zwykłym masażu możemy od­działywać na bardzo odległe narządy i że każdy narząd ma swój specyficzny punkt i swoją własną drogę komuni­kacji z tym punktem. Dr Fitzgerald na podstawie własnych obserwacji ustalił 10 wzdłużnych linii komunikacyjnych, biegnących od palców nóg ku wierzchołkowi głowy. Tak więc otrzymujemy 5 linii z każdej strony ciała, czyli razem 10. Prócz tego 5 linii biegnie od palców dłoni także na każdej połówce ciała. Mamy więc razem 20 dróg refleksowych w człowieku. Ideę, a raczej odkrycie dr. Fitzgeralda podjęła masażystka rutynowana, pani Eunice D. Ingham. E. Ingham rozbu­dowała i opracowała tę metodę dokładnie i szczegółowo. Na podstawie swoich własnych obserwacji doszła do prze­konania, że odzwierciedleniem fcynności całego organizmu może być każda stopa. Masując stopę i uciskając kolejno różne upatrzone i, ustalone punkty, E. Ingham stawia dia­gnozę. Najmniejszy zlokalizowany ból określa stan choro­bowy odnośnego organu. Podajemy ilustrację takiej opra­cowanej przez E. Ingham „mapy" stopy. Oczywiście, trze­ba brać pod uwagę obie stopy, gdyż niektóre pojedyncze narządy odbijają swój byt na jednej tylko, a nie na dwóch stopach. Nie ulega wątpliwości, że ta nowa metoda diagno­zy i lecznictwa ma wiele cech prawdopodobieństwa i jest warta studiów, z tym jednakże zastrzeżeniem, że nie powin­na mieć pretensji do uniwersalności. Punkty refleksu Akupunktura w życiu codziennym sprawia jednak wiele kłopotów, wymaga bowiem nie tylko przygotowania odpo- wiednich igieł i sterylizacji, ale przede wszystkim bardzo do­kładnej znajomości anatomii, punktów nakłucia i mecha­niki zabiegów. Dlatego pewnie umysł niektórych nauko­wców poszedł w kierunku uproszczenia tej akcji leczniczej, czyli zastąpienia precyzyjnych nakłuć zwyczajnym uciskiem palca lub skoncentrowanym masażem kolistym. Takie wła­śnie porady praktyczne można znaleźć w podręczniku dr. medycyny Rogera Daleta, wydanym w Paryżu. W książce tej, napisanej na podstawie wieloletnich obserwacji i do­świadczeń, autor podaje bogatą listę punktów uciskowych.